MOBBING W ZARZĄDZIE TERENÓW PUBLICZNYCH WARSZAWA!

"Brałyśmy leki uspokajające, koleżanka ze stresu dostała paraliżu twarzy, a warszawski ratusz twierdzi, że mobbingu nie było"

- Baliśmy się między sobą rozmawiać. Koleżanki płakały przy swoich biurkach, chowały się po łazienkach. Mijaliśmy się na korytarzu ze wzrokiem utkwionym w podłogę, bo nie wiadomo było, kto donosi dyrektorowi i jego prawej ręce i podlizując się, kopie pod nami dołki. Kiedy na skutek naszych zgłoszeń powołany został zespół ds. mobbingu w Zarządzie Terenów Publicznych (ZTP), wierzyliśmy, że w końcu ktoś zajmie się naszą syytuacją, niestety nic takiego się nie zadziało do dziś, walczymy od dwóch lat o sprawiedliwość - mówi była pracowniczka ZTP.

  • W ciągu pięciu lat, od 2015 r. wymieniło się 75 proc. kadry pracującej w ZTP. - Niektórzy odchodzili na niższe stanowiska za mniejsze pieniądze do innych placówek podległych ratuszowi, bo nie byli w stanie znieść atmosfery w pracy - tłumaczą Onetowi pracownicy ZTP
  • Jak podkreślają byli pracownicy ZTP atmosfera w pracy zaczęła się psuć po zatrudnieniu nowej szefowej kadr
  • "Patrzyłem na moje koleżanki z innych zespołów, które były na granicy załamania nerwowego, brały leki uspokajające. Jedna z nich w ciągu kilku tygodni schudła 10 kg" - opowiada jeden z pracowników ZTP
  • Zgodnie z ustaloną procedurą pracownicy zgłaszają na anonimową skrzynkę sytuację, która w ich odczuciu nosi znamiona mobbingu, ratusz wie o sytuacji co najmniej od 2018 r.
  • Ostatecznie we wrześniu 2019 r. zostaje powołany zespół ds. mobbingu w ZTP, który po wysłuchaniu pracowników stwierdza, że zebrane dowody są niewystarczające, by stwierdzić, że w ZTP doszło do mobbingu
  • Mobbing w ZTP, to według nas skutek, a nie przyczyna. Władze ZTP chciały usunąć ludzi, którzy mieli wiedzę o nieprawidłowościach w przetargach - mówi Krzysztof Aniszewski - przewodniczący NSZZ "Solidarność 80"
  • Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Zarząd Terenów Publicznych to jednostka podległa Urzędowi Miasta Stołecznego Warszawy.

W styczniu 2015 roku Renata Kaznowska - wieloletnia dyrektor ZTP (obecnie wiceprezydent Warszawy), odchodzi z funkcji i przenosi się do PKiN, a następnie do warszawskiego ratusza, a jej miejsce zajmuje Arkadiusz Łapkiewicz, dotychczas jeden z kierowników w ZTP, o którym pracownicy mówią, że został “namaszczony” przez Kaznowską.

"Wątpliwy" konkurs na kierownika

- Atmosfera w pracy na początku się nie zmieniła. Każdy wiedział, co ma robić, za co jest odpowiedzialny. Zaskakującym było dla nas ogłoszenie konkursu na kierownika Zespołu Organizacji i Kadr, a raczej obniżone w konkursie wymagania co do osób w nim startujących. Nie były to standardowe warunki konkursowe. Kierownikiem kadr została M.K. Wtedy wszystko zaczęło się psuć - mówią pracownicy.

W ciągu pięciu lat, od 2015 r., wymieniło się 75 proc. kadry pracującej w ZTP. - Nikt się tym nie zainteresował. Później mówiono, że ludzie zmieniali pracę, bo mieli możliwość awansu. A przecież było wiadomo, że niektórzy odchodzili na niższe stanowiska za mniejsze pieniądze do innych placówek podległych ratuszowi, bo nie byli w stanie znieść atmosfery w pracy - tłumaczą Onetowi pracownicy ZTP.

W ZTP rządzi dyrektor Łapkiewicz i jak się okazuje nieformalnie nowa kierowniczka kadr. - Wszyscy odczuwaliśmy zmianę. Jakby coś wisiało w powietrzu, czego nikt nie umiał nazwać. Wyczuwało się niepokój i stres.

Zarządzanie "strachem"

Byli pracownicy ZTP opowiadają, jak wyglądała sytuacja w pracy po odejściu Renaty Kaznowskiej, a przyjściu M.K.

"Pracownicy poszczególnych działów wzywani byli do dyrektora, gdzie przy udziale M.K. [kierowniczki kadr - przypis red.] wydawano im polecenia dotyczące zmiany organizacji w pracy z pominięciem ich bezpośrednich przełożonych".

"Zaniżano ocenę roczną bez żadnych wyjaśnień, obniżono ją wieloletnim pracownikom, co do których nikt nie miał wcześniej zastrzeżeń, nie otrzymywali dodatku motywacyjnego lub najniższy, co nie było poparte żadnym rzeczowymi argumentami".

"Otrzymałam naganę i zostałam pozbawiona dodatku motywacyjnego. Jako przyczynę podano wyjście do sklepu, które zresztą zostało odnotowane w książce wyjść i uzgodnione z zastępcą dyrektora. Takie wyjścia były dopuszczalne w ramach 15-minutowej przerwy pracowniczej, jak się okazało nie dla mnie".

"Wszyscy wiedzieliśmy, że dyrektor faworyzuje niektórych pracowników, traktuje nas nierówno, jeśli chodzi o awans, czy przyznawanie dodatku motywacyjnego".

W pewnym momencie atmosfera tak się pogorszyła, że nie można było normalnie pracować. Patrzyłem na moje koleżanki z innych zespołów, które były na granicy załamania nerwowego, brały leki uspokajające. Jedna z nich w ciągu kilku tygodni schudła 10 kg.

Inny pracownik: "Mam chorą mamę, którą chciałam odwiedzać w hospicjum. Dla niej najlepszą porą, kiedy dobrze się czuła, był poranek, wtedy była w najlepszej kondycji. Poprosiłam o zmianę godzin pracy z ósmej na dziewiątą do 17. Usłyszałam, że to zdezorganizuje pracę w firmie i odmówiono mi takiej możliwości, pomimo że na tym samym stanowisku pracowały dwie osoby i mogłyśmy się wymieniać. Za to kierowniczka kadr mogła zmienić sobie godziny pracy. Argument: chciała uniknąć korków".

"Nazywam to >>zarządzanie strachem<<. Wielu pracowników odeszło albo do odejścia zostało zmuszonych. Na cenzurowanym byli ci, którzy nie bali się sygnalizować nieprawidłowości w zarządzaniu ludźmi. Doszło do przykładowego ukarania pracownicy za wyjście do sklepu w przerwie, która jej przysługiwała. Innym odbierane były dodatki motywacyjne".

W czasie urlopów czy nieobecności przeszukiwane były poszczególne pokoje, biurka. Normą stała się wszechobecna inwigilacja i ciągłe przeglądanie nagrań z monitoringu. M.K. dała nam jasno do zrozumienia, że wie, kto z kim rozmawia na korytarzu.

"Jak się komuś nie podoba - droga wolna"

Pracownicy w ramach przysługującego im prawa i zgodnie z ustaloną przez ratusz procedurą zgłaszania mobbingu, wysyłają maile przez anonimową skrzynkę kontaktową, informując o nieprawidłowościach i krzywdzących ich działaniach M.K. Nikt jednak nie reaguje.

- Kierowniczka kadr często nam mówiła: "Jak się komuś nie podoba - droga wolna" - relacjonuje była pracowniczka ZTP. Zaznacza, że pracowników traktowano jak potencjalnych oszustów. Dyrektor potrafił powiedzieć pracownikowi, że na jego miejsce ma szufladę pełną podań.

Od początku zatrudnienie M.K. na stanowisko kierownika kadr budziło w pracownikach wątpliwości. - Zmieniano kryteria, jakie musiał spełnić kandydat, jakby konkurs był rozpisany pod konkretną osobę. Okazało się, że kierownikiem może zostać osoba prowadząca własną działalność gospodarczą, która nie ma wymaganego wcześniej od kandydatów na tożsame stanowiska stażu pracy, udokumentowanych kompetencji zarządzania zespołem. Gdy kierownikiem została pani K., dyrektor w kolejnych konkursach przywrócił wcześniejsze wymagania - mówi były pracownik ZTP. - Wszyscy wiedzieli, że nowa kierowniczka to przyjaciółka żony naszego dyrektora.

- W pierwszym dniu pracy M.K. usłyszeliśmy: "Dzień dobry. Nazywam się (tu imię i nazwisko) i tylko tyle będziecie o mnie wiedzieć, ja o was wiem wszystko". Byliśmy w szoku, bo jak tak można się odezwać do dorosłych ludzi, a po drugie skąd ktoś, kto do jednostki przychodzi "z ulicy", może znać pracowników?

Kierowniczka kadr nie odbyła z nami rozmów indywidualnych, możliwości omówienia współpracy. Szczerze mówiąc, od razu pokazała, gdzie jest nasze miejsce, choć początkowo nie mogliśmy uwierzyć w to, co się dzieje. Ale ona rozgościła się w ZTP niczym szefowa. Wykorzystywała swoją pozycję, by nas nastraszyć, gdy tylko mogła, umniejszała naszą przydatność do pracy. Na nasze wątpliwości co do wykonania jej poleceń, mówiła: "to decyzja dyrektora", "w uzgodnieniu z dyrektorem", "proszę zrobić to i to, dyrektor kazał". I "nie dyskutować".

"Wrogie traktowanie pracowników"

W kwietniu 2018 r. z pracy w ZTP po 18 latach odchodzi jedna z pracowniczek. Po swoim odejściu kieruje pismo do burmistrza warszawskiego Śródmieścia, chcąc zwrócić, jak sama pisze, uwagę na nieprawidłowości w Zespole Organizacji Kadr ZTP. Podkreśla, że zrezygnowała z pracy przez wrogie traktowanie pracowników, choć po wielu latach pracy nie była to dla niej łatwa decyzja. Wskazuje także na budzący wątpliwości przebieg konkursu na kierownika kadr w ZTP.

Pisze również, że o złej atmosferze w pracy może świadczyć fakt, że po objęciu kierowniczego stanowiska przez Arkadiusza Łapkiewicza odeszło z pracy w ZTP więcej osób, niż przez 12 lat rządów Renaty Kaznowskiej. Opisuje również swoją sytuację - po złożeniu wypowiedzenia, została w trybie natychmiastowym, z dnia na dzień zwolniona ze świadczenia pracy i potraktowana jak przestępca, który nie mógł pożegnać się z kolegami i koleżankami z pracy, ani spakować spokojnie swoich rzeczy.

- W czasie pracy zadzwoniła do mnie moja 10-letnia córka, że wróciła ze szkoły, stoi pod mieszkaniem, bo zapomniała kluczy. Spytałam panią K., czy mogę się zwolnić, było ok. 14. Nie wyraziła zgody, byłam tak zdeterminowana, że poszłam do dyrektora, który się zgodził, żebym wyszła wcześniej - opowiada.

- Następnego dnia poinformowano mnie, że jestem zwolniona ze świadczenia pracy. Nie pozwolono mi pożegnać się z kolegami, napisałam maila pożegnalnego i... wyszłam z pracy. Kiedy następnego dnia poszłam zabrać swoje rzeczy osobiste, nie wpuszczono mnie do budynku.

Po przesłanym piśmie okazało się, że burmistrz Śródmieścia nie zajmuje się sprawami pracowniczymi w ZTP, więc O. przesyła swoje pismo do warszawskiego ratusza. Dostała zwrotkę, że pismo dotarło, ale odpowiedź nigdy nie nadeszła. Wszyscy rozmówcy podkreślają, że kwestia zgłaszania mobbingu w ZTP w ratuszu była doskonale znana co najmniej od maja 2018 r.

"Stałam się niewygodna"

Dyrektor Łapkiewicz podejmuje pewne działania. Organizuje dla pracowników szkolenie antymobbingowe, które prowadzi zewnętrzna firma. Panie je prowadzące zapewniają o zachowaniu anonimowości, prosząc na zakończenie szkolenia o wypełnienie ankiet, które mają wykazać, jak wygląda organizacja pracy w ZTP.

- Po szkoleniu pudełko z ankietami przekazały dyrektorowi. Kilka dni później ten oznajmia, że zasięgnął opinii grafologa i wie, kto co w ankietach napisał - mówi kobieta pracująca wówczas w ZTP i dodaje: - Wyniki ankiety nigdy nie zostały omówione z pracownikami. A samo szkolenie moim zdaniem służyło jako przykrywka dla dyrektora, że podjął działania w odpowiedzi na skargi pracowników.

REKLAMA

- Wiedziałam, co należy do moich obowiązków, jakie zadania mam do wykonania. Kiedy zaczęłam głośno mówić o traktowaniu pracowników przez nowego dyrektora i panią K., stałam się niewygodna. Moim zdaniem tu chodziło o "wiedzę historyczną" wieloletnich pracowników, którzy widzieli nadużycia w ZTP, ich chciano się pozbyć - sugeruje jedna z byłych pracowników.

Opisuje też, jak doszło do jej zwolnienia: - Otrzymałam od zastępcy dyrektora polecenie sporządzenia w ciągu trzech dni wykazu wszystkich spraw, którymi się zajmowałam. Wszyscy wiedzieli, że w takim czasie jest to niemożliwe do wykonania. Ale się uparłam, przychodziłam do pracy o piątej rano, żeby to zrobić, dostałam jednak zakaz pracy poza standardowymi godzinami… To było przed moim urlopem. Zaraz po powrocie otrzymałam wypowiedzenie umowy uargumentowane tym, że tworzę w pracy złą atmosferę. Sześć osób, prawdopodobnie na zlecenie dyrektora, uczestniczyło w moim zwolnieniu, przy czym troje poszło za mną do pokoju (bo nie wszyscy się mieścili), żeby patrzeć, co pakuję do kartonu i zabieram, wychodząc z pracy.

"Rozmawialiśmy tylko w toalecie"

- Przestaliśmy sobie ufać nawzajem. Rozmawialiśmy tylko w toalecie, bo tam nie było kamer. To rodzina zasugerowała mi, że jestem mobbingowana. I faktycznie źle sypiałam, byłam w ciągłym napięciu, przed pracą bolał mnie żołądek, a ból przechodził dopiero po dwóch godzinach w biurze, kiedy był względny spokój. Praca w ciągłym stresie spowodowała, że stałam się bardziej rozdrażniona, potrafiłam nagle wybuchnąć w domu, zrobić awanturę, nakrzyczeć na męża. Poszłam w końcu do dyrektora i powiedziałam, że nie radzę sobie z tym, że jestem gorzej traktowana. Rozpłakałam się. Usłyszałam, żebym nie traktowała pracy zbyt emocjonalnie - wspomina jedna z kobiet

REKLAMA

- M.K. była moją bezpośrednią przełożoną. Nie przyjmowała żadnych wyjaśnień, propozycji rozwiązań jakichś kwestii. Mówiła: "Ja tak chcę i tak jak będzie, po mojemu". Po kilku tygodniach pracy z nią zaczęłam brać tabletki na uspokojenie, najpierw jakieś roślinne później na receptę, sama sobie zwiększałam dawkę, a i tak w domu krzyczałam na dziecko - to z kolei głos innej z osób pracujących w tamtym czasie w ZTP.

Kobieta opowiada: - Kierowniczka kadr zawsze zwracała się do nas podniesionym głosem, nie witała się z pracownikami, nie odpowiadała na dzień dobry, jej wyraz twarzy zazwyczaj wyrażał wściekłość i zaciętość. Szczerze, ze względu na rodzinę postanowiłam zmienić pracę. Widziałam, jak się to na nich odbija. Przeszłam do innego podmiotu, na niższe stanowisko, za niższą pensję. Nie tylko ja byłam w takim stanie pracując z M.K., inne koleżanki płakały w pracy, a ona zawsze wiedziała, gdzie uderzyć, co powiedzieć, żeby zabolało. Kiedyś wychodząc od niej z gabinetu, usłyszałam, jak mówi przez telefon: "skończyłam, nie mogę na tę gębę patrzeć".

Zespół do zbadania sprawy mobbingu

W opisywanym okresie czasu w ZTP co roku przeprowadzana była samoocena pracowników, w której pracownicy wielokrotnie zgłaszali swoje uwagi i zastrzeżenia co do funkcjonowania firmy, a także te dotyczące metod, które stosuje M.K. a które zdaniem pracowników noszą znamiona mobbingu. Nikt jednak nie zareagował, a w ankietach rozsyłanych pracownikom notorycznie pomijany był zgłaszany problem.

- Nie wiedzieliśmy, co robić. Nikt nie chciał się naszą sprawą zainteresować, a my nie mogliśmy tego tak po prostu zostawić. W końcu od osoby znającej sytuację usłyszeliśmy, że nie mamy walczyć indywidualnie, tylko zrobić to przez związki zawodowe.

To Region Mazowiecki NSZZ "Solidarność 80" w maju 2019 r. wystosował pismo do ratusza wzywające do sprawdzenia, czy w ZTP nie doszło do mobbingu i naruszeń praw pracowniczych.

Ostatecznie we wrześniu 2019 r. zostaje powołany zespół do spraw rozpatrywania zgłoszeń mobbingu w sprawie ZTP, który wysłuchuje byłych i obecnych pracowników jednostki. To tam mają padać konkretne zarzuty co do warunków pracy i traktowania pracowników.

- Są łzy, emocje, komisja zdaje się widzieć problem - mówi jedna z zeznających przed zespołem osób. Pracownicy wierzą, że w końcu ktoś zwrócił na nich uwagę, wysłucha ich i podejmie konkretne działania, które zapobiegną dalszemu mobbignowi, a wobec mobbingujących zostaną wyciągnięte konsekwencje.

- Chcieliśmy sprawiedliwości, by osoby, które wielu z nas doprowadziły na skraj załamania nerwowego, poniosły konsekwencje i nie czuły się bezkarne, by nie traktowały kolejnych pracowników tak jak nas

- słyszę.

Zespół badający sprawę mobbingu w ZTP wysłuchuje pracowników do grudnia, a swoją pracę kończy 24 stycznia 2020 r. Wcześniej już M.K. złożyła wypowiedzenie umowy o pracę. - Zniknęła i tym samym uznano, że zniknął problem mobbingu w ZTP, że właściwie sam się rozwiązał. Byliśmy w szoku, że tak w kuluarowych i nieoficjalnych rozmowach próbowano nam to przedstawić. Dla nas ewidentnie było widać, że dali jej czas, by mogła złożyć wypowiedzenie i odejść spokojnie - mówią byli pracownicy.

"Mobbing nie został udowodniony"

NSZZ "Solidarność 80" 5 lutego 2020 r. wysyła pismo do prezydenta Trzaskowskiego z wnioskiem o ustalenie terminu spotkania i przekazania informacji na temat stwierdzonych przez Urząd Miasta faktów, które będą mogli przekazać pracownikom, a którzy czekają na nie od kilku miesięcy. 17 lutego wysyłają ponowny wniosek, by na umówionym spotkaniu przedstawiony został protokół końcowy zespołu do spraw rozpatrywania zgłoszeń mobbingu w ZTP. Do spotkania dochodzi ostatecznie 4 marca i to wtedy związkowcy dowiadują się, że mobbing nie został udowodniony. Wówczas też wybucha epidemia COVID-19, więc związek zostaje poinformowany, że dalsze działania muszą zostać odłożone w czasie.

W informacji kończącej postępowanie prac zespołu, do której dociera Onet, w punktach przywołano okoliczności podane przez związki zawodowe NSZZ "Solidarność 80", jako te mogące nosić znamiona mobbingu.

I tak m.in. czytamy przy punkcie zarzucającym nepotyzm w ZTP w związku z zatrudnieniem M.K. przed dyr. Łapkiewicza, że pracownicy potwierdzali w swoich zeznaniach, że dyrektor z M.K. znali się i że ona była koleżanką jego żony. "Osoba zaprzyjaźniona z rodziną", "bliska znajoma lub rodzina" - zaznaczył wypowiedzi pracowników w informacji zespół ds. mobbingu.

Potwierdzono przeprowadzenie dwóch szkoleń z zakresu przeciwdziałania mobbingowi. Przywołano wyniki ankiety, które wypełniło 32 pracowników na 76. 10 z nich wskazało na agresję słowną w pracy, siedmiu na rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, ośmiu na ignorowanie ich i lekceważenie przez przełożonych. Tylko jeden pracownik wskazał, że zgłaszał te działania pracodawcy, natomiast 12 pracowników nie informowało pracodawcy z obawy przed konsekwencjami. "Potwierdzono, że wyniki ankiety nie zostały omówione z pracownikami" - czytamy w informacji zespołu.

Jeśli chodzi o zastraszanie pracowników, zespół także przywołał niektóre z zeznań, m.in. te, kiedy M.K. miała mówić: "wiem o wszystkim, co się dzieje w ZTP, nie życzę sobie żadnych rozmów o tym, co miało tu miejsce, bo i tak to wróci to do mnie, proszę uważać co Pan/Pani mówi", lub dyrektor, który mówił: "choć Pan/Pani odchodzi, to ja mam kontakty w mieście (...)".

Zespół badający kwestię mobbingu w ZTP zaznacza także, że częste były komentarze ze strony M.K. krytykujące wiedzę, czy wykonywanie zadań przez pracowników. "Rodziło to w pracownikach obawę i niepokój oraz wątpliwości co do własnych kompetencji" - czytamy.

I dalej:

W trakcie wysłuchań wskazane osoby potwierdzały, że odczuwały różnego rodzaju rozstrój zdrowia związany z sytuacją w miejscu pracy - najczęściej bezsenność związaną z sytuacją w miejscu pracy. Zażywały leki uspokajające, korzystały z porad psychologa i psychiatry, a nawet przebywały w szpitalu.

Zespół powołując się na to, co mówili pracownicy, potwierdził także, że pracownicy odchodzący z pracy mieli problem z dostaniem się do budynku ZTP i odebraniem swoich osobistych rzeczy. Przywołuje także wysłuchanie dwóch długoletnich pracowników, kobiet, które odeszły z ZTP na niższe stanowiska, za mniejsze wynagrodzenie, ze względu na złą atmosferę w pracy i nastawienie dyr. Łapkiewcza i M.K do sposobu realizowania przez nie zadań.

Właściwie wśród badanych okoliczności zespół stwierdził, że jedynie w przypadku stosowania gróźb wobec pracowników brak jest możliwości zweryfikowania faktu, czy były faktycznie takie, jak przywoływane w piśmie związków zawodowych stwierdzenia.

Zespół nie przesłuchuje M.K. ponieważ ta złożyła wypowiedzenie umowy o pracę i jak podaje w informacji, nie było możliwości skontaktowania się z nią.

Po przytoczonych, a cytowanych częściowo powyżej informacjach zespół do spraw rozpatrywania zgłoszeń mobbingu w sprawie ZTP podaje we wnioskach:

W trakcie prac zespołu nie zebrano dostatecznych dowodów dla udowodnienia, iż działania M.K. i Arkadiusza Łapkiewicza wypełniają znamiona mobbingu. Stwierdzono jednocześnie szereg nieprawidłowości w zarządzaniu zasobami ludzkimi oraz brak staranności w kształtowaniu poprawnych relacji pracodawca - pracownik.

Zespół wśród nieprawidłowości, które jednak wskazuje, wymienia m.in. zmiany zakresu obowiązków pracowników z dnia na dzień, wręczenie kar bez możliwości ustosunkowania się do niej przez pracownika, wypowiedzenie umowy o pracę lub zmianę warunków pracy bezpośrednio po powrocie pracownika z urlopu, informowanie pracownika w ostatnim dniu pracy o przedłużeniu umowy lub jej nieprzedłużeniu.

Skrócone protokoły?

- Szczerze, byliśmy w szoku, jak to zobaczyliśmy. Po długiej walce z biurokracją udało się nam zajrzeć do protokołów z naszych wysłuchań. W moim przypadku, ale wiem to od koleżanek i kolegów, że w ich też, protokoły zespołu ds. mobbingu nie odzwierciedlały tego, co mówiliśmy, napisane były skrótowo. Nigdy też nie dano nam do podpisu pierwotnie ręcznie sporządzonych podczas zeznań protokołów. I jeśli zespół w informacji po zakończeniu swoich prac podaje, że pracownicy potwierdzają okoliczności, które miały miejsce w ZTP, przywołuje to, co mówiliśmy, we wnioskach ma swoje uwagi, ale stwierdza, że ma za mało dowodów na stwierdzenie mobbingu, to co jeszcze musiałoby mieć? Musieliby mieć list osoby, która popełniłaby samobójstwo przez to, że była mobbingowana? - pyta jeden z byłych pracowników.

- Moja koleżanka dostała ze stresu w pracy paraliżu twarzy, trafiła na SOR i to jest w tych protokołach To nadal za mało?

- Jeśli ratusz i ZTP myśleli, że tym zamkną nam usta, to się grubo pomylili. Mobbing w ZTP, to według nas skutek, a nie przyczyna. Władze ZTP chciały usunąć ludzi, którzy mieli wiedzę o nieprawidłowościach w przetargach. Czego dowodzi kontrola przeprowadzona w ZTP przez ratusz - mówi Krzysztof Aniszewski, przewodniczący zarządu Regionu Mazowieckiego NSZZ "Solidarność 80". Od marca 2020 r. zaczyna się ponowna wymiana pism między związkiem zawodowym a urzędem miasta.

NSZZ "Solidarność 80" nie odpuszcza, wskazując w kolejnych pismach, że wykazane przez zespół nieprawidłowości mają poważny charakter i wymagają daleko idących działań. Podkreśla, że absurdalnym jest powoływanie się przez Urząd m. st. Warszawy na anonimowość podawanych w pismach przez związki zawodowe zeznań pracowników, zarzucając, że są one jedynie zasłyszane.

Krzysztof Aniszewski za każdym razem podkreśla, że informacje o okolicznościach, które wskazują na mobbing w ZTP, pochodzą z bezpośrednich rozmów z pracownikami, co więcej zostały przez nich samych potwierdzone przed zespołem ds. mobbingu, na które w swojej informacji po zakończeniu prac ów zespół się powołuje.

Związki słyszą, że pracowników ZTP nie obowiązuje zarządzenie prezydenta Trzaskowskiego ws. mobbingu, korupcji i zgłaszania nieprawidłowości, bo te zgłosił związek zawodowy, a nie pracownik. - To kolejny absurd. Po dwóch latach usłyszeliśmy, że pomimo ustalonych miejskich procedur w tym przypadku o tym, czy doszło do mobbingu, może tylko orzec sąd. Więc po co ta cała szopka z zespołem, z rozmowami, ze stratą czasu, a co więcej naszego - byłych pracowników ZTP zdrowia, nerwów. Moja koleżanka z ZTP zmarła na COVID-19, ale jej mąż dzwoni do mnie i mówi: "Musimy walczyć, nie możemy się poddać".

Sprawa w prokuraturze

NSZZ "Solidarność 80" złożyło w marcu 2020 r. zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa dotyczącego mobbingu. Prokuratora po pierwotnej odmowie wszczęcia postępowania zareagowała na złożone zażalenia i przedstawienie nowych pozyskanych dokumentów, w tym protokołów z wysłuchań pracowników i po wszczęciu śledztwa w tej sprawie pracownicy są teraz przez prokuraturę przesłuchiwani.

- Przez dwa lata urząd nas zwodził, od maja 2019 r. wysyłaliśmy pisma, wskazując na to, co złego dzieje się w ZTP, reagując na to, z czym przychodzili do nas pracownicy tej jednostki. Jak widać, zostały podjęte tylko pozorne działania, które nigdy nie miały doprowadzić do wyciągnięcia konsekwencji wobec tych, którzy dopuszczali się mobbingu, bo ich zachowania inaczej nazwać nie mogę - mówi Krzysztof Aniszewski.

Ponad tydzień temu Onet zwrócił się do Urzędu m. st. Warszawy zajmującego się kwestiami pracowniczymi z prośbą o odpowiedź na pytania dotyczące opisywanej sprawy. Jak dotąd nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Ewa Raczyńska